Przeskocz do treści

„Emil, kanarek i rudy pies” – Marta Krajewska

"Książki to najlepsi twoi przyjaciele, nie wyśmieją, nie zdradzą, a nauczą wiele" Jan Rak – to jeden z nielicznych wpisów do pamiętników z dzieciństwa jaki pamiętam...

Jak już kiedyś wspominałam, poza zainteresowaniami zawodowymi, będę wam pokazywać również te z życia prywatnego. Tym razem te związane z czytaniem książek, bez którego nie wyobrażam sobie życia ani mojego ani moich dzieci. Nota bene, uważam, że zaczytany facet jest najseksowniejszym widokiem na ziemi (zaraz po tym jak zmywa naczynia i zajmuje się dziećmi:)) Jednak gdyby Wojtek nie czytał, nie byłoby z tego dzieci i nie recenzowałabym tej książki;)

Jestem orędownikiem czytania, byłam i będę. Czytam w autobusie, w samolocie, w kolejce do lekarza, w toalecie, w wannie, w łóżku, w pociągu, na kanapie, również jedząc obiad czytam. Czytam możliwie dużo najczęściej wybierając pozycje z mojego obszaru zainteresowań.
Na pierwszym miejscu zdecydowanie są dla mnie powieści obyczajowe i romanse. Uwielbiam czytając realistyczne wątki wcielać się w role bohaterów i razem z nimi przeżywać opisywane perypetie. Mam przez to wrażenie wzbogacania swoich doświadczeń, chociaż przeżyłam je tylko w myślach. Od zawsze emocjonalnie podchodziłam do wszelkiego rodzaju rozrywki dla umysłu – czy to filmu czy książki, zawsze odnosząc pochłaniane treści do siebie. Niejednokrotnie wzruszyłam się, głębiej zastanowiłam nad poruszoną kwestią albo po prostu żywo parsknęłam śmiechem jak przy ostatniej lekturze, o której pisałam tutaj.

Ostatnio czytane przeze mnie publikacje zdominowała moda i uroda. Poradniki odstawiłam w kąt – połykam je w całości, ale nie potrafię z nich wyłuskać konkretów a co za tym idzie, wprowadzić ich w życie. Kryminały z nutką strachu i zaskoczenia, zwłaszcza te w polskich realiach, a najlepiej w miastach, których topografię znam, to też na mojej liście tzw. must read. Ze względów geograficznych właśnie dwa razy przeczytałam wszystkie książki słowackiego autora Maxima Matkina. Akcja dzieje się w Bratysławie, gdzie miałam przyjemność mieszkać przez prawie rok. Pochwalę się, że czytałam je w oryginale!

Czytanie rozwija wyobraźnię, pobudza procesy myślenia, wzbogaca słownictwo, poszerza horyzonty myślowe.

Co więcej, czytanie jest stosunkowo tanią formą spędzenia wolnego czasu. Powtarzając za Szymborską: “Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła”.

Czytanie jest również doskonałym narzędziem do nauki celowej lub mimowolnej – chcąc nie chcąc, zawsze coś nam z książki w głowie zostanie.
Przy czytaniu możemy się zrelaksować, odprężyć, rozerwać, zadumać, wzruszyć, zastanowić, przeanalizować coś. Ostatni z cytatów jest moim ulubionym, ponieważ jest nad wyraz prawdziwy.

Ostatnią z “wygranych” dzięki książce chwil jest dla mnie książka dla dzieci autorstwa Marty Krajewskiej – "Emil, kanarek i rudy pies". Zaznaczam, że przeczytałam ją na razie sama, ponieważ nie byłam pewna czy moje dzieci (4 lata i 2 lata) wytrzymają sporą ilość tekstu oraz stosunkowo małą ilość ilustracji. Po przeczytaniu, które zajęło mi tylko 1,5 h już wiem, że Pawełek książkę pokocha. A dlaczego?

Pawełka najbardziej interesują historie, w których występują bohaterowie podobni do niego – np. w sponiewieranej już maksymalnie książce autorstwa Kasi Targosz: “Aniołek Gabryś i Szymek starszy brat”. Drugim z ulubionych typów bohaterów jest jakiś idol, np. pirat, strażak albo budowniczy.

Książka Marty Krajewskiej to osadzona w latach dziewięćdziesiątych, pełna ciepła i humoru opowieść. To pierwszy plus za historię rodem z mojego dzieciństwa, ponieważ od niedawna Pawełek co wieczór przed spaniem domaga się opowiadania historii z czasów kiedy byłam dzieckiem. Opowieść ta na pewno wyręczy mnie w przypadku wieczorów, kiedy marzę o jak najszybszym zaśnięciu dzieci i swoim, ale również przybliży im realia świata bez internetu, bez tabletów, telefonów, kiedy chcąc się pobawić z kolegą po prostu wołało się go przez okno na pole.
To czasy kiedy godzinami grałam w gumę, siedziałam na trzepaku, biegałam koło bloku a mama wołała mnie do domu na wieczorynkę – chyba jedyną rozrywkę dla dzieci w rzadko spotykanych w domach telewizorach. Swoje dzieciństwo wspominam jako spokojną beztroskę, osadzoną w nieśpiesznym świecie pełnym koleżanek i kolegów oraz rozpasanej wyobraźni. W dzisiejszych czasach dzieci są przebodźcowane atrakcjami, wiele z nich nie potrafi zająć się samymi sobą chociaż na chwilę, pobyć ze sobą i własnymi myślami a co gorsza, odnaleźć się w zabawie z innymi dziećmi. Opowieść Marty Krajewskiej obrazuje ten piękny, miniony świat.

Kolejną nieocenioną wartością tej książki, jest jest walor wychowawczo-społeczny. Jak czytamy na okładce: to książka dla tych, którzy dopiero poznają znaczenie słowa “przyjaźń”, dla tych, którzy ciągle słyszą, że powinni bawić się z młodszym rodzeństwem, a nie tylko z kolegami, dla tych, których denerwuje młodsze rodzeństwo kolegów i dla tych, którzy sami są młodszym rodzeństwem.
Nie ukrywam, że wychowanie małego człowieka do życia w społeczeństwie uznaję za najtrudniejsze zadanie dla rodzica. Dzieci się kłócą, zabierają sobie zabawki, dokuczają, bywają niemiłe. Z drugiej strony są kochane, urocze, dobre, troskliwe oraz otwarte na ludzi. Bywa, że czegoś w społecznej sytuacji nie potrafią lub nie rozumieją, nie umieją się zachować. W takim momencie (przynajmniej u nas w domu tak jest) przychodzą z pomocą rodzice. A rodzicom z kolei pomagają książki, właśnie takie jak ta, w której dziecko identyfikuje się z głównym bohaterem, jest do niego podobne i ma podobne kłopoty. U nas właśnie tak jest – relacje rodzeństwa na tapecie.
Jestem pewna, że historia Emila, Marcina oraz Marchewki sprawi, że Pawełek i Marysia zaśmieją się oraz zamyślą nad perypetiami książkowej trójki.

Książkę Marty dopełniają prześliczne ilustracje, które są moim zdaniem wisienką na torcie i podkreśleniem jak ważne w życiu i relacjach są nie rzeczy a chwile.

Marta Krajewska - autorka rozkochana w kulturze Słowian, napisała jeszcze dwie książki: "Noc między tam i tu" oraz "Świt między dobrym i złym", jednak są to książki skierowane do starszych dzieci. Oczywiście przeczytam i zapewne dam do przeczytania chrześniakom i prawdopodobnie dopiero wtedy pokuszę się o recenzję. Nie każdemu mogą podobać się słowiańskie realia. Mi być może powinny, ponieważ studiując filologię słowacką, musiałam historię Słowian poznać oraz zdać z tego materiału egzamin. Zdałam dopiero za 3 razem, więc nie wiem czy między mną a książką "zaskoczy" 🙂

Dobranoc, idę poczytać:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *